
Mam na imię Łukasz. Jestem sushi masterem — ale zanim sięgnąłem po nóż, nauczyłem się pokory wobec produktu i cierpliwości wobec procesu. Sushi nie jest dla mnie przepisem, ale drogą. Codzienną praktyką. Formą skupienia.
Prowadzę Mobilnego Sushi Mastera, by dzielić się tą drogą z innymi — w ich własnej przestrzeni: na weselach, przyjęciach, kameralnych pokazach, w domach. Nie mam lokalu, bo moje sushi nie potrzebuje murów. Potrzebuje relacji i żywego kontaktu.
Inspiruję się stylem edomae – klasyczną szkołą sushi z epoki Edo, gdzie liczy się umiar, sezonowość i czystość smaku. To właśnie tam zrozumiałem, że:
„Nawet w moim wieku, po dekadach pracy, wciąż dążę do doskonałości. Ciągle się wspinam, próbując dotrzeć na szczyt — ale nikt nie wie, gdzie ten szczyt naprawdę jest.”
— Jiro Ono, legendarny japoński mistrz sushi z tokijskiej restauracji Sukiyabashi Jiro
W mojej pracy najważniejszy jest ryż – niedoceniany, a stanowiący aż 80% smaku każdego kawałka sushi. Dlatego poświęcam mu najwięcej uwagi: balans octu, temperatura, struktura – wszystko musi być idealne, zanim dołożę pierwszy plaster ryby.
Cztery zasady, które prowadzą mnie w pracy:
- Równowaga i precyzja
Nie przesadzam z dodatkami. Dobry ryż, świeży składnik, subtelna technika. To wystarczy. Smak musi być czysty, ale głęboki. - Szacunek do produktu
Składniki nie są dekoracją. Są opowieścią o miejscu, czasie i porze roku. Dobieram je świadomie, sezonowo. Nie ma tu miejsca na przypadek. - Obecność przy gościu
Sushi tworzę na oczach ludzi. Bo sushi to nie tylko smak, to chwila – żywa, prawdziwa, wspólna. Każda rolka to wymiana energii, spojrzenia, uśmiechu. - Estetyka i doświadczenie
Jedzenie musi poruszać. Każdy pokaz to nie tylko serwis, ale też opowieść o Japonii, rytuałach, symbolice. Często wzbogacam go o ceremonię podania, inspirowaną japońskim minimalizmem – starannie dobraną zastawą, naturalnymi materiałami, harmonią barw i struktur. To nie tylko smak, ale też obraz i gest — bo sushi powinno działać na wszystkie zmysły.
Nie tworzę sushi, by imponować.
Tworzę je, by przypomnieć, że jedzenie może być pięknym rytuałem — prostym, prawdziwym, poruszającym.